sobota, 12 grudnia 2020

Cyberpunk 2077 działa na moim starym PC-cie




Wszystkie zrzuty ekranu z gry są moje :)

Tak jak napisałem w tytule, sam też się zdziwiłem. Od jakiegoś czasu planuję kupno nowego PC-ta ale stwierdziłem, że nie zaszkodzi zainwestować (w sklepie GOG Galaxy) w Cyberpunka 2077 już teraz. No bo czemu nie? Jeśli gra by mi nie zadziałała to by poczekała aż kupię lepszy sprzęt. 

Mój PC lata świetności ma już dawno za sobą, mówiąc inaczej nie jest to sprzęt pierwszej młodości. Mimo tego działa na nim GTA V oraz Wiedźmin 3 i co mnie bardzo zaskoczyło Cyberpunk 2077. Gra się nie zawiesza, nie zacina się nawet podczas ostrych strzelanin. Jednym słowem jest super (jak na taki sprzęt):


Intel(R) Core (TM) i5-2500 CPU @ 3.30 GHz 3,60 GHz

RAM: 8 GB

Karta graficzna: NVIDIA GeForce GTX 660

Płyta główna (link): Gigabyte GA-P67A-D3-B3


Skoro gra działa na komputerze takim jak mój to oznacza, że nie musicie wszyscy inwestować od razu w nowy sprzęt ;) 


Kilka moich kadrów z gry:































Judy Alvarez (to ta, która siedzi)



AKTUALIZACJA (13.12.2020) - zmieniłem "zdjęcie" początkowe na kadr z moim nowym autem :) Pożyczyłem je od pewnych dziewczyn i chyba im nie oddam :D (Dziewczynom nic się nie stało, bo pracuję na dobrą reputację - zawsze pomagam gliniarzom kiedy ktoś do nich strzela - cha jaki jestem fajny!)

Poza tym mam żałobę. Wczoraj bohatersko poległ mój kumpel Jackie Welles. Uczcijmy jego pamięć konkretnym drinkiem ;) 



Jackie odszedł do Nieba w taksówce: 

Brawo stary wszedłeś do Pierwszej Ligi!

Jackie przed śmiercią poznał mnie z Claire, fajną barmanką, którą mi przedstawił kiedy szliśmy do tego dupka Dextera DeShawna. Oto jej kadry (dziewczyna robi boskie drinki):





Claire i Judy Alvarez to póki co dwie dziewczyny z uniwersum Cyberpunk 2077, które wpadły mi w oko :) 

Autor: ERROR 404

(info o autorze: KLIKNIJ)

sobota, 14 listopada 2020

O awarii laptopa i takim nie do końca profesjonalnym serwisie słów kilka


Niebieski ekran śmierci na moim firmowym laptopie


W czwartek rano popsuł się firmowy laptop, mam go od ok. trzech lat. Już jakiś czas temu po aktualizacjach Windows10 zaczynał mu wyskakiwać tzw. „niebieski ekran śmierci”. Awaria związana z niebieskim ekranem zawsze wyglądała tak, że Windows10 starał się niby „zrozumieć” błąd i kiedy analiza osiągała sto procent komputer uruchamiał się ponownie i działał aż do kolejnej aktualizacji i kolejnego błędu. Aktualizacje Windows10 już tak mają, że częściej coś psują niż naprawiają.

Podam taki przykład: na moim prywatnym komputerze stacjonarnym oraz prywatnym laptopie po aktualizacji Windows10 pojawił się pewien błąd związany z działaniem myszki. Precyzyjniej chodzi o wypasione myszki dla graczy. Miałem jedną myszkę dla graczy, potem kupiłem drugą i za każdym razem nie działał prawidłowo lewy przycisk myszy. W końcu się wkurzyłem i na „kompie” stacjonarnym zrobiłem format i postawiłem Windows10 od nowa. Niestety na obu myszkach dla graczy błąd występował dalej. Postanowiłem więc kupić taką najzwyklejszą małą myszkę na kablu o stał się cud! Zwykła myszka działa idealnie!

Wróćmy jednak do meritum, czyli problemów związanych w firmowym laptopem. Próbowałem się dodzwonić do serwisanta, kiedy jegomość w końcu odebrał telefon oświadczył mi, że ma do naprawienia dwadzieścia komputerów i mój laptop musi poczekać. Wyjaśniłem mu dobitnie, że w laptopie w programie Subiekt mam kody produktów (ponad dwa tysiące), faktury sprzedaży oraz raporty z kasy fiskalnej. Bez laptopa prowadzenie sklepu będzie dla mnie o wiele trudniejsze.

W końcu przywiozłem laptopa do serwisu. Pracownicy sklepu nie nosili maseczek, a ich szef nosił maseczkę pod nosem. Tak sobie wówczas pomyślałem, czy oni dadzą radę naprawić mi laptopa skoro nie potrafią nawet poprawnie nosić maseczek? No ale to też zostawmy idźmy dalej. Dałem im laptopa i wyjaśniłem, że po awarii związanej z „niebieskim ekranem śmierci” przestał widzieć dysk twardy z systemem operacyjnym i z tego powodu ciągle włączał BIOS-a. Serwisant stwierdził, że naprawa potrwa wiele dni bo musi rozkręcić laptopa i sprawdzić dysk twardy. Patrzyłem, przecierałem oczy ze zdumienia i nie mogłem uwierzyć. Rozkręcenie laptopa i sprawdzenie /ewentualnie wymiana dysku twardego i postawienie Windowsa potrwa wiele dni? Boże, czy Ty to słyszysz? Wiele dni tak banalna czynność? Nowe dyski twarde mieli na miejscu więc nie pojmowałem, czemu to miało tyle trwać. 

 

Dziwne laptopy na sprzedaż…

Kiedy już oddałem im laptopa do naprawy rozejrzałem się trochę w ich sklepie. Zastanawiałem się co się dzieje z tą firmą? Nie mają już sprzętu RTV/AGD, tylko trochę smartfonów, smartwatche Garmin i Huawei oraz laptopy.

Najgorsze wrażenie zrobiły na mnie właśnie laptopy. Nie znalazłem ani jednego, który by mi się spodobał. Wyobraźcie sobie, że nie znalazłem ani jednej sztuki z napędem optycznym (napędem DVD). Mało tego laptopy miały najczęściej tylko 4 GB pamięci RAM oraz bardzo małe dyski twarde. Żaden z laptopów w sklepie nie miał dysku twardego o rozmiarze 1TB. Serio w XXI wieku ktoś kupuje takie laptopy? Dodam jeszcze, że ceny kosmiczne wąchające się między 3800 zł-4500zł. Tyle kasy za laptopa, który ma RAM-u tak mało, że będzie nam „mulił”. Brak napędu optycznego to też jakieś nieporozumienie. Przecież wielu uczniów podczas nauki zdalnej ma podręczniki np. do nauki języków obcych z płytami. Nawet nie wspomnę o tym, że wiele osób ma w domu pudełkowe gry komputerowe oraz filmy na płytach DVD. Serio istnieją ludzie, którzy kupują laptopy bez napędu? Sprzedawca tłumaczył mi, że nowoczesne laptopy są bez napędu. Uśmiechnąłem się i wyszedłem bo słuchać się tych bredni nie dało.


sobota:

Jestem w szoku. Po tym jak kłóciłem się z serwisantem, że laptop z Subiektem jest mi potrzebny jak najszybciej nie spodziewałem się, że gościu uwinie się aż tak szybko. Zadzwonił wczoraj, czyli w piątek przed południem (laptopa zawiozłem mu w czwartek ok. godz. 10) i powiedział, że dysk twardy był cały spalony. W związku z tym wymienił dysk na nowy, zainstalował Windows10 i Subiekta, a potem przywrócił moje dane z kopii zapasowej, którą mu dałem na pendrive.

Niby wszystko fajnie. Wystawił fakturę na 400 zł, dałem mu do kieszeni dodatkowe 50 zł za to, że się szybko uwinął. Przywiozłem laptopa do firmy, podłączyłem kabel drukarki i kasy fiskalnej i pojawiły się pierwsze problemy. Program Kasiarz nie widział portu COM1 do którego była podłączona kasa fiskalna. Od razu wszedłem w Menadżera urządzeń, a tam czary! Kilka nieznanych urządzeń z wykrzyknikami, PCI z wykrzyknikiem i pomiędzy „Myszką i Procesorem” brakowało napisu: „Porty (COM i LPT)” – serio w Menadżerze urządzeń” ich nie było.

Dodatkowo trochę zniesmaczyło mnie to, że format wykonano „na odpierdziel”. W opcjach prywatności Windows10 wszystko było włączone (inwigilacja na całego), a w Menadżerze urządzeń sporo wykrzykników. 

Zadzwoniłem do serwisanta, który stwierdził, że muszę sobie radzić sam bo z tym będzie roboty, trzeba poszukać sterowników i tak mi coś kręcił. Nie miałem wyjścia. Postanowiłem z tym sam powalczyć. Wyszukiwałem na różnych stronach (najpierw u producenta) sterowniki, czytałem rozmowy na forach, walczyłem…

 Nie ogolony, nie wykąpany, z drinkiem późno w nocy z piątku na sobotę pokonałem wszystkie przeszkody i zainstalowałem sterowniki. Porty się pojawiły w „Menadżerze urządzeń”. Potem rano musiałem jeszcze ustawić we właściwościach sterownika "Port COM1" oraz odpowiednią liczbę bitów na sekundę i ilość bitów danych – następnie w programie Kasiarz dodałem od nowa swoją Kasę fiskalną i ustawiłem wszystko tak jak w sterowniku). 

Ostatecznie wszystko działa.

 

Moje wnioski. Wracają lata 90-te:

Postanowiłem omijać serwisantów i innych pseudo-ekspertów szerokim łukiem. Gdybym mógł się cofnąć w czasie to bym sam rozkręcił swojego laptopa, kupił nowy dysk twardy i postawił na nim Windowsa10. Serio przywrócenie Subiekta z kopii zapasowej też nie jest czymś skomplikowanym. Z perspektywy czasu żałuję, że w ogóle dzwoniłem do serwisu.

Przypomniały mi się lata 90-te XX wieku. Wtedy nikt się z nami nie pieścił. Byłem uczniem szkoły podstawowej, kupiłem swój pierwszy modem internetowy (który kiedy działał blokował linię telefoniczną) to musiałem go zamontować sam w obudowie (na płycie głównej) swojego komputera. Tak samo było z kartą dźwiękową, bez której moje głośniki Sound Blaster 5.1 by nie działały. Komputery z Windows98, potem Window2000, XP, Vista też formatowaliśmy sobie sami. Serio nikt za nas wtedy tego nie zrobił. Nowa pamięć RAM, nowa karta graficzna – moje pokolenie wszystko montowało sobie samodzielnie.

Teraz w okresie pandemii i po niej te czasy niestety (stety?) wracają. Ludzie uczcie się jak najwięcej, poszerzajcie swoją wiedzę o najróżniejszych technologiach, bo jeśli sobie nie poradzicie sami to zapewne nikt wam nie pomoże. Nauczcie się przywracać dane fabryczne w smartfonie, poczytajcie jak się robi ponowną instalację Windows10 (to dość łatwe w porównaniu do formatowania kompa w czasach Windows98). Poszerzajcie swoją wiedzę technologiczną bo jak przyjdzie co do czego to pewnie będziecie musieli radzić sobie sami.

 

Autor: ERROR 404

(info o autorze: KLIKNIJ)

sobota, 17 października 2020

Kiedyś graliśmy w kawiarenkach internetowych i cieszyliśmy się z pudełkowych wersji gier. Dziś jesteśmy niewolnikami Steam, Origin i im podobnych

Drogi czytelniku, wspaniała czytelniczko nie wiem ile masz lat. Ja jestem już grubo po trzydziestce i pamiętam czasy, w których do grania w gry nie potrzebowałem stałego połączenia z Internetem. Wystarczyło kupić pudełkową wersję gry za gotówkę w sklepie (sprzedawca nawet nie wiedział kim jestem) i po powrocie do domu zainstalować, a potem grać. To było aż tak proste!

Nie musiałem się nigdzie rejestrować, nie musiałem nigdzie podawać swoich danych osobowych, nawet nie musiałem włączać routera. Wystarczyło tylko wyjąć płytę z grą z pudełka i dokonać instalacji.

Owszem każda kupiona gra miała swoją licencję. Na przykład nie miałem prawa jej kopiować i zarabiać na sprzedaży kopii gry. Jeśli ktoś tak robił to po prostu łamał prawo.

Kiedyś do grania w większość gier nie był wymagany Internet. Kupowało się gry w pudełku i grało, nawet jeśli producent gry zbankrutował i słuch po nim zaginął to pudełkowej wersji gry nikt nam nie zabierał - serio mogliśmy grać póki płyta nie pękła (bardziej rozgarnięte osoby tworzyły sobie obraz wirtualny gry).

 

A jak jest dziś?

Dziś musimy płacić kartą za gry na Steam, Origin i innych platformach. Nie mamy pudełkowej wersji gry, bez internetu w większość gier nie pogramy. To nie jest postęp to jest krok w tył i zniewolenie! Wiem wiem dziwak ze mnie gadam o zniewoleniu, przejmuje się prywatnością i twierdzę, że kiedyś było lepiej. Wielkie umysły ze spidersweb, antyweb, wykop itp. pewnie zaraz zaczną krzyczeć, że powinienem siedzieć w Bieszczadach z czapeczką foliową na głowie :) 

A co będzie jeśli np. za kilka lat producent gry Diablo III stwierdzi, że w grę gra mało osób więc ją wyłączymy? A może mi się zachce np. za 15 lat pograć w Diablo III i nie będę mógł bo serwery tej gry będą już tylko historią? Nawet jeśli ktoś posiada płyty z tą grą i dodatkami to bez Internetu nie da się w Diablo III pograć. Takie są fakty. Nawet w CIVILIZATION V bez Internetu nie pogracie. Czy to nie jest chore? To samo dotyczy większości gier dostępnych na Steam, Origin, Battle.net i im podobnych. Trochę inaczej sprawy się mają z GOG Galaxy bo tam faktycznie w wiele gier mogę grać bez Internetu (wystarczy je wcześniej zainstalować). Tylko, że pudełkowych wersji dalej nie mamy, jeśli GOG Galaxy zniknie, a wy będziecie musieli kiedyś sformatować dysk to wówczas „żegnajcie gry za które zapłaciliście”.


Fallout 3 w polskiej wersji językowej (obecnie na Steam lub GOG Galaxy takiego nie znajdziesz)





Zupełnie inaczej było w czasach, w których gry kupowało się w wersji pudełkowej, a do grania w nie było wymagane połączenie z internetem. Do takich gier można wracać nawet po latach i tylko pożar albo złodziej lub nasza niezdarność może nam te gry odebrać – jeśli nie uszkodzisz płyty to możesz się nią cieszyć przez całe dekady.


"Jeśli w połowie czerwca 2020 roku Valve postanowi skasować platformę Steam i zwinąć swój biznes, nie odzyskacie ani jednej ze złotówek "wrzuconych" w zakup gry. Oto smutna rzeczywistość, do której doprowadziła wygoda graczy. To właśnie lwia część graczy uznała ten sposób dystrybucji za wygodniejszy" - źródło cytatu: https://www.instalki.pl/aktualnosci/rozrywka/42040-ceny-gier-pc-konsole.html






Autor: ERROR 404

Kontakt: corranhornjedi@protonmail.com

środa, 7 października 2020

"Od trzech dni staram się wytłumaczyć mojej mamie, nauczycielce czym jest Messenger"




Czy zauważyliście ogromną różnicę, wręcz przepaść, między pokoleniem obecnych babć a osobami urodzonymi w latach 90-tych XX wieku? Ci pierwsi urodzili się i wychowali w społeczeństwie pozbawionym Internetu, telefonów komórkowych. Niektórzy pierwszy raz wynalazku takiego jak telewizor doświadczyli dopiero w latach 70 XX wieku (w epoce Edwarda Gierka). Natomiast to drugie pokolenie, obecnej młodzieży, wychowywało się doświadczając od najmłodszych lat zarówno Internetu, z telefonami komórkowymi (obecnie tabletami i smartfonami) oraz z telewizją oferującą setki kanałów.


Pokolenie naszych babć w dzieciństwie wychowywało się grając na świeżym powietrzu w różne gry i słuchając opowieści starszych osób o I i II wojnie światowej, o tym jak ludzie żyli dawniej. Pokolenie lat 90-tych (i późniejsze) wychowywało się już raczej "na siedząco" oglądając amerykańskie filmy /seriale lub japońskie anime i surfując po Internecie dzięki czemu często stykali się z treściami na które (według pokolenia babć) byli zbyt młodzi. Obecnie wiele osób pokolenie lat 90-tych (i późniejsze) nazywa "pokoleniem Internetu" lub "homo internetus".

 

Homo internetus jest tworem nowym, spychającym na dalszy plan stare pokolenia homo sapiens. Wielu naukowców (należących wiekiem do pokolenia babć) wieszczy “globalne ogłupienie”, twierdząc, że Internet (sieć) i punkty dostępu do niego na naszych biurkach i w kieszeniach (iPhone, Smartfony, tablety, inteligentne zegarki i inteligentne okulary itp.) spowodowały, że ludzie z pokolenia Internetu (homo internetus) nie mają skłonności do zastanawiania się, porządkowania, refleksji, jak podkreśla socjolog, prof. Hanna Świda-Ziemba. Sugerują, że wieczny bieg za nowymi bodźcami i awersja do dłuższych form przekazu oznaczają spadek poziomu inteligencji.

 

 

            To rozumowanie ma kilka słabości, z czego najważniejsza jest ewolucyjna. Natura inteligencję weryfikuje zdolnością przetrwania, a w 2006 roku w Internecie wytworzono i skopiowano 161 eksabajtów cyfrowych informacji. To około trzy miliony razy więcej informacji niż wszystkie napisane kiedykolwiek książki, a według firmy IDC do 2010 ich ilość wzrośnie ponad sześciokrotnie. 


Według mnie "homo internetus" nauczył sobie z tym radzić. "Homo sapiens" padnie ofiarą doboru naturalnego. 


Musimy się pogodzić z faktem, że wchodzimy w nową erę, rodzi się nowy sposób myślenia i postrzegania świata. Czy tego chcemy, czy nie świat stał się "globalną wioską", a Internet zmienił prawie każdy aspekt ludzkiego życia. Widać to dobitnie w okresie globalnej pandemii koronawirusa. Zapadło mi w pamięci jak w kwietniu /maju 2020 roku kiedy gospodarka w Polsce się zatrzymała, a szkoły przeszły na nauczanie zdalne pewna uczennica napisała na portalu społecznościowym:



"od trzech dni staram się wytłumaczyć mojej mamie, nauczycielce czym jest Messenger" 



Ciekawy cytat prawda? Cytat ten obrazuje pewien szerszy problem, który dotyczy między innymi nauczycieli. Nauczyciele to bardzo często osoby, które mają duży problem z obsługą nowoczesnych technologii. Zmiana hasła co 30 dni w dzienniku elektronicznym stanowi dla nich często tak duże wyzwanie, że w komputerach szkolnych klikają zapisywanie hasła zamiast je zapamiętać "w głowie". Jeśli uczniowie mają dostęp do szkolnego komputera /laptopa, a nauczyciela nie ma w klasie (co się zdarza) to wówczas zalogowanie i zmiana ocen nie stanowi wyzwania dla ogarniętego cwanego ucznia. Teraz ci nauczyciele mają uczyć zdalnie? Sorry ale ten eksperyment nie ma szans na sukces. 



Ludzie XXI wieku - cyborgi

 

            Czym jest cyborg? Jak według ludzi wyglądają cyborgi? Spójrzcie prawdzie w oczy nasze wyobrażenie w znacznym stopniu kształtuje telewizja, filmy i książki. Film Terminator i książki Williama Gibsona zdefiniowały nasze postrzeganie cyborgów, jako połączenie maszyny i człowieka. Trudno wyobrazić go sobie inaczej, niż z stalowymi ramionami oraz jarzącymi się czerwienią kamerami zamiast oczu. A może tak jak w „Matrixie” (bądź w anime „Ghost in the Shell” lub „Psycho-Pass”) cyborg to człowiek z gniazdkami dzięki którym może się podłączyć do sieci? Jednak, tym razem okazało się, że hollywoodzkie wyobrażenie poszło swoją drogą, a rzeczywistość swoją. Dla ludzi ambitnych, chcących bardziej zgłębić to zagadnienie napisałem dwa (poruszające zagadnienia nowoczesnych technologii oraz „mitów przyszłości”) dość mocne artykuły pt.:


"Czy Anime Psycho-Pass pokazuje prawdę o świecie, który nadchodzi?"

 

 

Nowoczesne technologie są fajne. Potrafią w życiu bardzo pomóc i bardzo zaszkodzić, dlatego korzystaj z nich z głową! 


 

Zmierzam do tego, że ludzie, zwłaszcza młodzi, w XXI wieku już są częściowo cyborgami. To czego nie dał nam Bóg (bądź ewolucja, natura, kosmici i w co tam jeszcze wierzycie) ulepszamy w sobie sami. Wyrwaliśmy się z ciągu długotrwałych biologicznych zmian, ponieważ człowiek porusza się już znacznie szybciej niż natura. Aby nadążyć za tymi zmianami "cyborgizujemy" się od zewnątrz, uzależniając się coraz bardziej od wytworów technologii, bez której pogubilibyśmy się w współczesnym świecie. Nie mamy w sobie gniazdek ani chipów ale posiadamy przy sobie wiele różnych urządzeń dzięki którym łączymy się z siecią (Internetem). Nowe narzędzia do pracy grupowej i komunikacji w połączeniu ze “zbiorowym umysłem” jakim stał się Internet, oferują nam kocioł pełen informacji i wiedzy (nie, to nie to samo), powodują, że pracujemy znacznie efektywniej nadążając za kolejnymi zmianami.

 

 

Ludzie z pokolenia homo sapiens (pokolenie babć) najczęściej za tymi zmianami nie nadążają. Tu już nie chodzi o różnicę pokoleń, a raczej o narodziny nowego rodzaju człowieka z inaczej funkcjonującym mózgiem –

homo internetus.



Wiadomo, że mózg ludzki jest bardzo plastyczny, więc możliwe, że mózgi "poszukiwaczy wiedzy" surfujących po Internecie (homo internetus) będą zmieniać się pod wpływem cyfrowych bodźców, a luka między nimi, a resztą ludzkości będzie zbyt duża do nadrobienia.

Gdy hominidy w Afryce nauczyły się połowu ryb, ich mózg zaczął szybko rosnąć. Niedobór DHA i innych nienasyconych kwasów tłuszczowych może prowadzić do zaburzeń koncentracji, dysleksji, a nawet do schizofrenii i demencji. Kwasy omega-3 i omega-6 określa się mianem „brain food”, czyli żywności dla mózgu, bo odgrywają ważną rolę w prawidłowym rozwoju układu nerwowego oraz zmieniają strukturę komórek. Warto dodać, że najwięcej tych kwasów zawiera olej lniany.

 

           Poza olejem lnianym niezbędne do prawidłowej pracy mózgu są: morele, orzechy, grejpfruty, miód, maliny, pietruszka, ziemniaki, groch, cebula, jabłka, wiśnie, porzeczki, olej kukurydziany, oliwa z oliwek, olej słonecznikowy, rodzynki, kapusta, brukselka, kalafior, mięta, chrzan, agrest, winogrona, sałata, żółtko surowe (tylko z pewnych źródeł, czyli ze wsi albo z ekologicznym certyfikatem; pod żadnym pozorem nie jedzcie jajek z supermarketów!), marchew, seler, ogórki, czosnek, wątroba, pomarańcze, kiełki pszeniczne, śliwki suszone.


Autor: ERROR 404

(info o autorze: KLIKNIJ)

środa, 9 września 2020

Gorky 17 – polska gra, z niesamowitym klimatem

Grę Gorky 17 można śmiało nazwać pozycją nieśmiertelną, klasykiem, który nigdy się nie znudzi. Wielu, tak jak ja podkreśla, że jest to gra ich dzieciństwa. Dla mnie była to jedna z pierwszych gier, w którą grałem po tym jak pod koniec lat 90-tych XX wieku przesiadłem się z komputera „AMIGA 500” na swojego pierwszego PC-ta.  Procesor Celeron 366 MHz oraz Windows98 i potężny dysk twardy o pojemności 4,6 GB (gigabajta) na takim sprzęcie grałem w tę klimatyczną grę. Oczywiście gierka była na płycie CD, w tamtych czasach istniały jeszcze dyskietki ale już powoli umierały jeśli chodzi o gry.

Dobra już przestaję lać wodę i wspominać. Polską grę Gorky 17 stworzyło pod przewodnictwem Adriana Chmielarza studio Metropolis Software. Dzięki ciekawej fabule, wyjątkowemu systemowi walki oraz klimatycznej oprawie muzycznej gra zyskała popularność nie tylko w Polsce ale również w innych krajach.  Chyba nie przesadzę jeśli napiszę, że Gorky 17 była /jest jedną z pierwszych polskich gier o zasięgu międzynarodowym.

Piękne jest to, że w XXI wieku w czasach systemu Windows10, którego aktualizacje są jak rosyjska ruletka, w czasach pandemii, maseczek noszonych pod nosem, narastającej głupoty i patostremów dzięki Steam i GOG Galaxy możemy grać w takie klasyki i choć na chwilę zapomnieć o świecie.

Ręcznie rysowane, bogate w szczegóły i detale lokacje w 2D oraz muzyka niczym z Resident Evil lub X-Com Apocalypse sprawiają, że gra wciąga. Z nowymi grami tak nie jest, pogram chwilę i odrywam się bez problemu. Ze starymi klasykami takimi jak np. Gorky 17, Jagged Alliance 2, X-Com: Apocalypse, Heroes III jest tak, że potrafią mnie wciągnąć na wiele godzin, sprawić, że poświęcę im całą uwagę.

Powiem wam szczerze, że ja pękam z dumy wiedząc, że ta perełka powstała w Polsce. Akcja jak z dobrego horroru toczy się na ulicach (w kanałach, w budynkach i na dachach) jednego z polskich miast. Opuszczony Lubin do dnia dzisiejszego działa na moją wyobraźnię. A jak jest z Wami? Graliście w Gorky 17?


Jarek Owicz rządzi! Zrzuty ekranu z Gorky17:

Jarek Owicz walczy do końca i wygrywa mając jeden punkt życia! :) 
















Autor: ERROR 404

(info o autorze: KLIKNIJ)